Czy taka minimalistyczna szafa się nie nudzi?

Dostałam fajne pytanie: „Czy taka MINIMALISTYCZNA SZAFA mi się nie nudzi?”
Hmmm… kiedyś też tak myślałam.

Mam fajne ciuchy, które lubię. Dobrze w nich wyglądam. Czuję się w nich swobodnie i przez to naturalnie. Podsumowując – to mnie nie nudzi.

Kocham sukienki i wiem, co znaczy źle dobrana sukienka, której trzeba np. ciągle poprawiać ramiączka albo naciągać bo za krótką kupiłam. Teraz wiem, co znaczy dobrana sukienka – jest jak …. brak mi określenia druga skóra, piżama.

Ponadto ilość zestawów, które można zrobić z taką ilością ciuchów jak moja – jest bardzo duża + dodatki. Ponadto odkąd mam taką świadomą szafę, która jest dopasowana… to w życiu tylu komplementów nie słyszałam co teraz. Kiedyś Wam o moich eksperymentach ciuchowych opowiem.

Z perspektywy czasu widzę (z całą odpowiedzialnością mogę to napisać), że bardziej ograniczał mnie nadmiar ubrań a ponadto przytłaczał – choć wydaje się, że wtedy jest w czym wybierać… dotykamy tzw. paradoksu wyboru czyli w skrócie – dlaczego więcej oznacza mniej.

Teraz to wiem, że dla mnie więcej ubrań to więcej wysiłku aby coś znaleźć (pamiętam to przewalanie ubrań w poszukiwaniu jednego ciucha a potem upychanie reszty do szafy aby się doborach nie spóźnić), trudność z uporządkowanie ich, niedbaniem o rzeczy, poczuciem winy gdy patrzyłam na zakup, w którym nie chodziłam, złość na siebie, że jestem bałaganiarom; duże ilości prania i to chore poczucie, że i tak nie mam się w co ubrać.

Zaznaczam, że opisuję swoje doświadczenia – i nic nie mam do Was kochane kobiety, które macie dużo ubrań i lubicie tak, i tak chcecie. Jestem rozsądną minimalistką i nikomu nie wciskam, że mój sposób życia jest ok a Twój nie jest ok; że moja szafa jest ok, a Twoja nie jest ok.
Twoja i moja szafa jest ok.

… a jeśli ktoś chce zmiany to po prostu ich dokonuje – też w Swojej szafie.

Co teraz myślisz o takiej minimalistycznej szafie?

4 komentarze

  1. Lena

    U mnie odgracanie szafy zaczęło się od wakacji. Zawsze podróżuję z bagażem podręcznym jeśli wyjazd jest do tygodnia. Dokładnie obmyślam co z czym założę dużo wcześniej, biorę takie ubrania żeby jak najwięcej dołów pasowało do gór itp. Pamiętam wypad na Teneryfie od którego wszystko się zaczęło. Otworzyłam szafę w hotelu i uśmiechnęłam się do siebie zanim się ubrałam w ciągu kilku minut. Wszystko miałam na wieszakach widoczne jak na dłoni. Do sukienki założyłam top i do tego pasek z apaszki. Zdałam sobie sprawę ze chce mieć takie uczucie w domu tez. Im mniej mam rzeczy tym bardziej kreatywna z ich używaniem się robię. Gdy wszystko jest wyeksponowane, wszystko nosze. A jeśli czegoś nie nosze to od razu wiem czego sie mogę pozbyc. Wszystkie moje ubrania (oprócz wierzchnich) mieszczą sie w 1 niezbyt duzej szafie. Po każdym sezonie przeglądam ubrania i jeśli czegoś nie założyłam ani razu odkładam do pudla. Jeśli w nast sezonie za tym nie tęsknię, idzie do oddania, sprzedania. Jeszcze nie jest idealnie ale bardziej bliżej niz dalej. Kiedus nigdy nie sądziłam ze Wszystkie ubrania schowam do jednej szafy a teraz jestem z siebie dumna.

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Bardzo dziękuję za ten komentarz💛… to piękny przykład, że minimalistyczna szafa się nie nudzi, tylko… uwalnia kreatywność. Kiedy wszystko jest widoczne, łatwiej łączyć, eksperymentować i naprawdę nosić to, co mamy.
      Historia z Teneryfy świetnie to pokazuje – często właśnie podróże uświadamiają nam, jak niewiele potrzeba, żeby czuć się dobrze i „ubrać się w kilka minut”.
      Gratuluję drogi, którą przeszłaś – od nadmiaru do jednej szafy i dumy z siebie. To proces, a nie ideał, i dokładnie tak o nim myślę. Cieplutko pozdrawiam❤️

      Odpowiedz
  2. Kuna leśna

    Nic dodać, nic ująć! A ten paradoks nadmiaru to prawdziwe diabelstwo… myślę, że każdy tego doświadczył na jakimś etapie życia typu pierwsza poważna praca i regularna pensja. Wiele rzeczy podoba mi się na innych kobietach, inspiruje mnie styl młodej, naturalnej Kate Moss z lat 90-tych, i surferski styl marki Surf.inc, ale wiem, że nie we wszystkim czułabym się komfortowo czy totalnie jak ja. Uważam też, że o ubrania trzeba dbać, odpowiednio je prać i przechowywać,a z mniejszą ich ilością (tylko te ulubione🍓) jest to prostsze, nie przytłacza, wręcz staje się normą!

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Dokładnie tak – ten paradoks nadmiaru dotyka chyba większości z nas na jakimś etapie życia. Im więcej „możemy”, tym łatwiej wpaść w pułapkę rzeczy, które nie do końca są nasze.
      Bardzo podoba mi się to, co piszesz o inspirowaniu się innymi bez kopiowania ich stylu w całości. To ważne rozróżnienie – inspiracja nie musi oznaczać rezygnacji z siebie.
      A mniejsza liczba ubrań naprawdę zmienia relację z szafą: łatwiej dbać, przechowywać, wybierać i… oddychać. Gdy zostają tylko te ulubione, nadmiar przestaje być normą, a normą staje się spokój😊.

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przeczytaj też…

Durnostojki

Durnostojki

...zwane też "kurzołapkami" „DURNOSTOJKI lub KURZOŁAPKI” nazw jest wiele. Jestem ciekawa Waszych...

czytaj dalej
0
0
Twój koszyk
Twój koszyk jest pustyPowrót do sklepu