Czekam na Twoją historię z minimalizmem (przy ☕️)

Chcę Was serdecznie powitać!

Mam nadzieję, że moja historia – to, jak wyglądało to u mnie – pomoże Ci.

Od czego zaczęłam swój minimalizm? Od przyjrzenia się sobie i swojej przestrzeni. W 2017 roku postanowiłam wprowadzić zmiany w swoim życiu, ponieważ miałam już dość ciągłe sprzątania, a frustracja z tym związana sięgnęła zenitu. Moje „porządki” polegały wtedy głównie na przekładaniu rzeczy z miejsca na miejsce, ich układaniu, a także na ciągłym dokupywaniu nowych pudełek i szafek, żeby jakoś to wszystko pomieścić i ładnie wyeksponować. Szybko jednak zauważyłam, że ten schemat nie działa. Owszem, było czysto i schludnie – ale tylko na chwilę, co mnie zupełnie nie satysfakcjonowało. Dodatkowo frustrowało mnie, że efekt mojej ciężkiej pracy po paru dniach zupełnie znikał.

Brak satysfakcji, frustracja, zmęczenie, a jednocześnie ogromna chęć zmiany i zapanowania nad chaosem sprawiły, że zaczęłam szukać rozwiązań. Wiedziałam, że moje podejście do porządków jest niewłaściwe, że coś robię źle – bo nie przynosi to oczekiwanych efektów. Zaczęłam szukać, czytać, zadawać sobie trudne pytania i pozwoliłam sobie na szczere odpowiedzi. Wtedy zrozumiałam coś istotnego: mam NADMIAR. I od tego momentu wszystko się zaczęło!

Wielu mogłoby powiedzieć, że bałagan nie powinien wpływać na mój czas wolny ani na odpoczynek. W praktyce jednak nie jest to takie proste, zwłaszcza gdy czuje się presję – zarówno od rodziny, jak i społeczeństwa – że odpoczynek przy bałaganie to niemal lenistwo. Sama nie potrafiłam się odprężyć, gdy wokół piętrzyły się pranie, brudne naczynia, a łóżko było niepościelone. Dziś moje życie wygląda inaczej, ale aby dojść do tego punktu, musiałam najpierw poukładać pewne rzeczy w swojej głowie. Zaczęłam poznawać zasady minimalizmu i wprowadzać je w swoje życie.

Po tych wspólnych latach z minimalizmem wiem jedno – wszystko wymaga rozsądku, dlatego jestem „rozsądną minimalistką” i stosuję minimalizm w sposób przemyślany. Wiele się nauczyłam, ale potrzebowałam uporządkować tę wiedzę, rozplanować działania w czasie (bo wszystkiego naraz się nie ogarnie) i dostosować je do mojej sytuacji życiowej oraz polskich realiów. Rozpisałam sobie zadania według kategorii i stopniowo, krok po kroku, stworzyłam swoją autorską metodę porządkowania. Dzięki temu jestem przekonana, że mogę Ci pomóc pozbyć się nadmiaru, ucząc Cię tej metody krok po kroku. Nazwałam ją „Metoda Sprzątamy Swoją Przestrzeń – 22 kategorie przez 12 miesięcy” (w skrócie: Metoda SSP 22/12). Ta metoda pomoże Ci zaprzyjaźnić się z rozsądnym minimalizmem i odzyskać kontrolę nad swoją przestrzenią. Nikt nie odgraci naszej przestrzeni za nas – można kogoś poprosić, zatrudnić ale tak potrzebujemy mieć pieczę nad tym procesem. 

Mam swoją misję – chcę, abyśmy mogli poświęcać więcej czasu na to, co kochamy, rozwijając swoje pasje i czerpiąc radość z życia, zamiast ulegać presji ciągłego sprzątania. Przestrzeń można wysprzątać tak, aby zajmowało to chwile, a nie godziny. Marzę też, abyśmy mieli przemyślane, fajne szafy oraz ulubione zestawy ubrań, które sprawiają, że zawsze mamy co na siebie włożyć.

Całą moją drogę „od nadmiaru do minimalizmu” opisałam też w moim e-booku, który obecnie nie jest w sprzedaży bo powstaje książka. Będę dawać znać jak już będzie dostępna w księgarniach.

Mam nadzieję, że na moim blogu „polski minimalizm” będzie nam się dobrze współpracować, zmotywujemy się do działania i dokonamy zmian, których pragniemy.

 

Tak w skrócie wyglądało to u mnie. A zdjęcia mam z kawą bo jestem kawoszem i z kawą lubię celebrować rzeczy zwykłe i prawdopodobnie Wasze wpisy będę czytać przy kawie:)

Chciałabym teraz poznać Ciebie i czekam na Twoją historię z minimalizmem.

33 komentarze

  1. Iwona

    Sylwester 2019 „przez Ciebie” poszłam posprzątać piwnicę…no i się zaczęło ? totalnie mnie zmotywowałaś a może raczej zminimalizowałaś ?
    Jeśli miałabym wymyślić moją nazwę roku 2020 to brzmiałaby „Zawiślak”.
    Pracowałam cały rok i chyba dzięki temu minimalizm mógł się we mnie zakorzenic ?
    W tym roku mogę się już skupić spokojnie na pracy nad stylem i dopracowywaniem porządku w domu.

    Odpowiedz
    • Sylwia

      … wzruszyłam się… nawet nie wiesz jak ten wpis jest dla mnie ważny i mówiący, że to nad czym pracuje ma sens. Dziękuję❤️.

      Odpowiedz
      • Iwona

        Dziękuję ❤ też tęsknię ale obiecałam sobie przerwę ?

        Odpowiedz
        • Sylwia

          Dobrego czasu?… i wracaj szybko.

          Odpowiedz
    • Aga

      Jestem w procesie od kilku lat. Staralam sie na biezaco pozbywać rzeczy które
      nie byly używane. Najbardziej motywujące( i przerażające równocześnie) były dla mnie programy o syllogomanii. Niestety rzeczy mają dziwną skłonność do pączkowania 🙈😁 Teraz impulsem była wyprowadzka dzieci i remont. Na razie żyję na pudłach ale plan na zminimalizowanie tego co mnie otacza jest. Pierwszy krok będzie podczas rozpakowywania. Najtrudniejszy element to książki… ale jestem optymistką. Twoj profil dodaje mi sił. Pozdrawiam

      Odpowiedz
      • Sylwia

        Dziękuję, że napisałaś. Kibicuję Ci bardzo w zmianach, których pragniesz. Ja właśnie jestem na etapie odgracania kategorii nr 18 z MetodySSP 22/12 czyli Książek i gazet – to najtrudniejsza kategoria dla mnie ale daję radę – chyba tak jak Ty – też jestem optymistką😊. Dawaj znać.

        Odpowiedz
  2. Dorota

    Minimalizmem interesuję się od jakichś 8 lat i dużo to zmieniło w moim życiu, jednak mam jeden kluczowy obszar do poprawy – nie umiem w wyrzucać. W następnym roku czeka mnie przeprowadzka do większego mieszkania i mam nadzieję, że dzięki Twojej metodzie zmobilizuję się, żeby pomału ale regularnie pozbywać się rzeczy z których nie korzystam i za rok przenieść się tylko z rzeczami, które są mi potrzebne i mnie cieszą 🙂

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Gratuluję, bo 8 lat to sporo czasu. Zgadza się, że minimalizm jest procesem i zawsze jest coś do zmiany. Fajnie, że napisałaś. Dawaj znać. Dobrego weekendu?.

      Odpowiedz
  3. Ania

    Moja historia związana z minimalizmem zaczęła się gdy podarowałam mojemu Tacie na urodziny książkę „Sztuka prostoty”, interesował się kulturą Japonii a autorka pani Loreuau często do niej nawiązuje, w Japonii mieszka. Trochę dla mnie odległe sugestie autorki, ale zaciekawił mnie temat. Potem Marie Kondo (choć ona niekoniecznie wprost mówi o minimalizmie, akcent przesuwa na odczuwanie radości w relacji z przedmiotami, co nie zawsze oznacza puste wnętrza;)), Mularczyk-Meyer, różne miejsca w sieci. Twoje konto najbardziej ratuje mnie w drodze do minimalizowania lub bardziej (jak lubię o tym myśleć) optymalizowania ilości posiadanych rzeczy. Będę znów działać 🙂

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Aniu! Dziękuję, że napisałaś. Znam dobrze te książkowe pozycje i uważam, że są mega. Cieszę się, że razem jesteśmy w procesie minimalizowania swojego świata. Cieplutko Cię pozdrawiam?.

      Odpowiedz
  4. a.goska

    Minimalistka ze słabościami typu jeszcze jeden kubeczek jeszcze jedna roślinka i długopis;) pierwsze wynajmowane mieszkanie było cudowne. Szafa w której mieściliśmy z partnerem cały dobytek, okrągły stół i 6 krzeseł,sprzątanie było przyjemnoscia. Pojawiły się dzieci i kolejne przedmioty maskotki, zabawki, klocki, ubranka, książeczki, kolorowanki etc Później włączyło mi się coś w stylu 'organizatorki przestrzeni kolejne pudełko skrzyneczka ale to było za mało bo przedmioty nie warto chować i kumulować tylko trzeba im dawać nowe życie lub wyrzucić. Ostatnio syn odrabiał lekcję miał wziąć pomarańczowa kredkę i powiedział że nie ma. Jak nie ma? Kiedy jest pudełko w którym są kredki Tylko że tych kredek było za dużo Posegregowałam kredki mazaki etc zrobiłam zdjęcia wstawiłam na fb w ciągu godziny znalazły nowy dom. Ta sytuacja daje mi moc i siłę do działania i ludzie którzy mają podobną filozofię m.in. Sylwia

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Bardzo Ci dziękuję, że napisałaś Swoją historię i doświadczenie?. Podoba mi się Twoje stwierdzenie „Minimalistka ze słabościami”… dobrze, że minimalizm to proces – to wtedy te słabości są wpisane w zmiany. Cieplutko pozdrawiam☺️.

      Odpowiedz
  5. Ania

    Ja właściwie zawsze miałam ograniczone ilości rzeczy. Co jakiś czas robiłam przeglądy i wyrzucałam, oddawałam rodzinie… Ale w 2018 roku po śmierci mojego Taty, czułam się nie tyle przytłoczona rzeczami, co zmęczona „sprawami”. Małe dzieci, żałoba, duża inwestycja finansowa, a w tyle głowy niezałatwione tematy jeszcze ze studiów, zawiedziona ambicja i wypalenie zawodowe mimo 3 lat pracy w firmie, którą uwielbiałam… zaczęłam szukać wokół siebie – co mogę uprościć, na co mam wpływ tu i teraz… I tak zaczęła się moja samo-świadomość w temacie minimalizmu.

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Dziękuję za Twoją szczerość i, że napisałaś. Myślę, że Twoja historia – mówi, że się da, pomimo trudno i bólu. Dzięki to bardzo motywujące. Cieplutko Cię pozdrawiam i proszę o dzielenie się Swoim doświadczeniem?.

      Odpowiedz
  6. justynatj

    Cześć ,
    i ja postanowiłam opisać moją historię 🙂
    Wszystko zaczęło się w listopadzie 2017 r, kiedy to przeczytałam książkę Fumio Sasaki ” Goodbye things” a następnie „Spark joy” Marie Kondo. I był to dla mnie przełom. Łatwo „zapalam się” do treści, które mnie poruszają więc ochoczo zabrałam się do odgracania metodą KONMARI. Z odgracaniem szafy poszło mi całkiem sprawnie. Zdziwił mnie ogrom ciuchów, butów, pasków i innych akcesoriów które miałam a w zasadzie chodziłam tylko w kilku rzeczach, biżuterii też prawie w ogólne nie używałam. Z książkami było gorzej. Zawsze miałam dużo książek, czułam z nimi szczególny związek 🙂 Coś tam oddałam, coś zostało. Z papierami, dokumentami- mieszkałam wtedy sama, miałam niewiele zobowiązań, wszystko raczej w osobnych teczkach. Paragony wyrzucam na bieżąco 🙂 No i przyszła pora na komono…..i to była masakra:/ Byłam kompletnie przytłoczona ilością…..dupereli. Ramek na zdjęcia, notesów, karteczek, długopisów, świeczek, kubków itp itd. Pamiętam, że wtedy miałam dość. Popatrzyłam na tę górę rzeczy i ręce mi opadły. No ale musiałam to wszystko posprzątać, bo nie miałabym jak zrobić kroku. ( W takich momentach wydaje mi się, że metoda KONMARI jest ciut niedopracowana- lepiej stosować odgracanie bez zbytniego zaśmiecania mieszkania i od razu gdzieś wynosić jakąś część). Po kilku dniach uporałam się z bałaganem. Zmniejszyłam dobytek o 50%. Po kilku miesiącach znów zrobiłam podobną przebieżkę i pozbyłam się kolejnych 25%. Pod tym względem Marie Kondo okazała się bardzo pomocna :). Następnie przeczytałam książki Anny Mularczyk-Meyer, która bardzo pomogła mi zastosować racjonalny minimalizm. Rozwiała wątpliwości związane z polską historią- wiesz, zabory, wojny, komuna, racjonowanie żywności. Przecież wszystko może się na coś przydać i jak to tak wyrzucić ciężko zarobione pieniądze….
    Minimalizm zwrócił moją uwagę na inne sprawy. Życiowe. Na moje priorytety, pasje. W odgraconej przestrzeni, w której znajdują się tylko rzeczy które lubię, podobają mi się i są dla mnie użyteczne, łatwiej rozmyślać nad własnym życiem i tym, co jest dla mnie ważne. Dzięki minimalizmowi zaczęłam być lepsza dla siebie. Zaczęłam siebie doceniać i kochać. Zakończyłam relacje, które mi nie służyły. I znalazłam miłość, a raczej miłość znalazła mnie ( oj wiem, jak to płytko i beznadziejnie brzmi ale taka prawda ). Życie wypełniło te wolne miejsca pięknymi rzeczami, a raczej nie tyle rzeczami co relacjami, doświadczeniami. Co jakiś czas robię przebiórkę mojego dobytku. Zostawiam to co mi służy, eliminuję resztę. Poza tym, w odgraconej przestrzeni lepiej się myśli 🙂
    Konkludując, minimalizm polecam każdemu. Młodemu, starszemu i temu już bardzo leciwemu. Tym z rodziną i tym bez. Każdy może odnieść korzyści z bardziej świadomego życia.
    Pozdrawiam, Justyna

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Justyno! Masz niezwykłą historię z minimalizmem i pracą, którą włożyłaś w wysprzątanie swojego życia. Gratuluję Ci z całego serca!
      Dziękuję, że napisałaś, bo Twoja historia jest bardzo motywująca i mówi, że się da?. Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Odpowiedz
  7. Ania

    Witam,
    w nawiązaniu do tematu chciałabym w takim telegraficznym skrócie podzielić się swoja historia z minimalizmem to był 2015 rok i na horyzoncie pojawiła się decyzja o przeprowadzce z domu jednorodzinnego do mieszkania w kamienicy, zmiana zamieszkania miała nam oszczędzić czas dojazdu do pracy. Zaczęłam intensywnie przeczesywać internet w poszukiwaniu sposobów i inspiracji jak pomieścić nasz dobytek w w powierzchni mniejszej o jakieś 200 m kwadratowych- nie lada wyczyn by coś takiego odkryć:) W ramach moich poszukiwań znalazłam mnóstwo sposobów jak oszczędzać czas, pieniądze i przestrzeń!!!
    Natrafiłam na publikacje ” Minimalizm po polsku” Anna Meyer Mularczyk i bingo pochłonęłam ja w jeden dzień- to było jakbym odkryłam siebie na nowo w życiu.
    Odgruzowałam dom przed przeprowadzka, pozbyłam się nie potrzebnych rzeczy, sprzętów, ubrań. Zrobiłam wyprzedaż wszystkiego co było zbędne i sprzedając po 5 , 10, 20 PLN uzbierałam kwotę ok 3000 tys.
    Potem były kolejne publikacje z tematyki mniej znaczy więcej: Minimalizm dla zaawansowanych, Sprzątanie metoda Marii Kondo szczególnie polecam dla osób niezdecydowanych lub nie potrafiących rozstać się z rożnych przyczyn z przedmiotami w ich otoczeniu. Filozofia minimalizmu dla mnie to cały czas proces terapeutyczny który trwa nadal.

    Pozdrawiam serdecznie
    Ania

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Bardzo dziękuję, że napisałaś. Twoja historia jest bardzo inspirująca. Serdecznie Cię pozdrawiam?.

      Odpowiedz
  8. Marta

    Dopiero zaczynam i raczkuję w tym temacie ale podjęcie się tego będąc chomikem zbieraczem (wyssane chyba z mlekiem matki) jest już dużym krokiem myślę. Ogólnie zaczął mi chaos rzeczy mocno doskwierać. Nie mogę odpocząć w bałaganie a przy 2 maluchów tym bardziej czasu brakuje. 3maj za mnie kciuki pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Oczywiście, że kibicuję z całego serca😊. Życzę niezwykłej przygodny z minimalizmem i proszę dawać znać.

      Odpowiedz
  9. Dominika

    Od ponad trzech lat odgruzowuję swoją przestrzeń. Nigdy nie lubiłam mieć dużo, ale i tak trochę nazbierało się w sferze ubraniowej, bo wciąż szukałam swojego stylu. I okazało się, że w sumie cały czas ze mną był, tylko ten szum internetowych porad trochę go zagłuszył. Więc zaczęłam go powoli doszlifowywać, słuchając tych, które były faktycznie tożsame ze mną, skupiając się tak naprawdę na tym, w czym będę chodzić ja, a nie ta inna wersja mnie, wyimaginowana na potrzeby świata, w którym ja nie żyję. I to działa. Pozbywam się właśnie ostatnich rzeczy. Dziś idę wysłać kolejne paczki. Robię porządki w każdym zakamarku swojego życia. Łącznie z podjęciem terapii, bo z nieleczoną depresją nie jestem w stanie już żyć.
    Dzięki odzyskanej przestrzeni i kontroli czuję, że zaczynam znowu oddychać. Nadmiar i przebodzcowanie działają na mnie destrukcyjnie. Przy okazji odkryłam jakiś czas temu, że jestem osobą wysoko wrażliwą. Mój mózg funkcjonuje po prostu inaczej i nie jestem dziwna. Nie wydaje mi się, nie przesadzam. Fajnie wiedzieć dziś, że mam prawo tak czuć. Minimalizm bardzo mi w tym pomaga… Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Dominiko, dziękuję za Twą szczerość i bardzo motywujący wpis❤️. Gratuluję zmian, których dokonałaś i dokonujesz. Kibicuję Ci bardzo. Cieplutko pozdrawiam😊.

      Odpowiedz
      • Dominika

        Bardzo dziękuję ❤️

        Odpowiedz
  10. Gosia

    Moja przygoda zaczęła się w 2018 od przeprowadzki mojej mamy z domu do mieszkania czyli od opróżniania rodzinnego domu do sprzedaży. Mama miała mnóstwo bibelotów z PRLu, ktore stanowiły dorobek życia rodziców. Ja równiez, chć mieszkałam gdzie indziej, w domu rodzinnym miałam wiele niepotrzebnych rzeczy, które trzymałam albo z sentymentu albo z poczucia, ze kiedyś się przydadzą. Z pomocą przyszedł olx i fejsbuk, a właściwie śmieciarkowe grupy, na których sukcesywnie wystawiałyśmy rożne przedmioty. Obie cieszyłyśmy się ze wiele przedmiotów i mebli dostało drugie życie. Trwało to w sumie kilka miesięcy, ale udało się osiągnąc zamierzony cel i mamy przeprowadzka do znacznie mniejszego mieszkania zakonczyla sie sukcesem. Następnie postanowiłam zredukowac ilość przedmiotów w mojej przestrzeni. Może to dziwne, ale wielkim sprzymierzeńcem moich minimalistycznych poczynań okazał się kot – dzięki niemu bez żalu pozbyłam sie kwiatow oraz wszelkich bibelotów, któr²e podgryzał, drapał, zrzucał i niszczył. Dla mnie minimalizm to długotrwały proces, cały czas ograniczam/redukuję liczbę przedmiotów, zostawiając te, z których korzystam w różnych dziedzinach życia. Najtrudniej było podjąć decyzję odnośnie książek
    i ubrań. Do pozbycia sie księgozbioru i skompletowania idealnej biblioteczki potrzebowałam kilku lat. Część książek sprzedałam, część rozdałam lub zostawiłam w lokalnej bibliotece a część cierpliwie czeka w szafie na sprzedaż. Nie mam juz z nimi problemu, jeśli chcę coś przeczytac a nie ma w bibliotece, kupuję i z reguły pozbywam się po przeczytaniu. Oczywiście nie zrezygnowalam ze wszytskich, nadal mam takie z których korzystam i do których wracam. Jeśli chodzi o ubrania, to tutaj wciąz mam dużo do zrobienia. Dorastałam w latach 90-tych, kiedy w sklepach nie było zbyt dużego wyboru ubrań, polowało sie na promocje i wyprzedaże a potem przyszla fascynacja roznorodnością odzieży w lumpeksach. Byłam nauczona z domu, ze ubrania sie szanuje, kupuje uniwersalne modele, ktore zawsze bedzie mozna założyć, zadnego szaleństwa i ekstrawagancji, sprane koszulki mogą służyć za pidżamę a stare dresy jako ubrania domowe. Z czasem przestałam kupować, ale nie umiałam tak po prostu wyrzucac dobrych rzeczy. Dziś trzymam sie zasady, że jeśli przez rok czegos nie założyłam, to już nie bedzie mi potrzebne i bez sentymentów oddaję na zbiórki odzieży. Nie chodzę w domu w starych i zużytych ubraniach, a moje samopoczucie jest zdecydowanie lepsze, kiedy śpię w ładnej pidżamie zamiast w zużytej koszulce.Teraz kupuję wyłącznie, jeśli cos jest mi potrzebne np. skoro muszę wyrzucic buty które nosiłam, kupuję w ich miejsce nowe, ulubionym płaszczyk jest za ciasny – sprzedaję lub oddaję na zbiórkę a w jego miejsce kupuję nowy. Problem pojawia sie wtedy, kiedy mam kilka podobnych rzeczy, z których wszystkie noszę i lubię bo kazda ma inny kolor i fason np 3 pary bojówek. Mam słabość do apaszek/szalików ale akurat tutaj pozwalam sobie na rożnorodność. Mam taki zwyczaj, że od kilkulat w pierwszy weekend nowego roku robię zdjęcie swojej szafy i porownuję z poprzednimi. Rożnica w zawartości ogromnie mnie cieszy i motywuje. Wiem,że z czasem wypracuje szafę idealną.
    W sumie nie czuję się minimalistką, zgodnie z japońskim stylem życia. Nie mam listy niezbednych 100 czy 150 rzeczy, nie ograniczam wszytskiego do niezbędnego minimum życiowego ale staram się mieć tylko tyle, ile potrzebuję nie więcej i nie mniej.

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Gosiu, bardzo Ci dziękuję za Twoją szczerą historię. Jest bardzo motywująca i pokazuje jak wiele można osiągnąć stosując strategię – krok po kroku. Masz bardzo fajne pomysły na swoją szafę jakbyś kiedy chciała to opisać to czekam na Twój post, artykuł – chętnie go przeczytam, udostępnię, zamieszczę. Dawaj znać. Cieplutko pozdrawiam😊.

      Odpowiedz
      • Agnieszka

        Dziękuję za miłe słowa.

        Odpowiedz
  11. Agnieszka

    Moja historia z minimalizmem w domu zaczęła się w „pandemię”.
    To wtedy znalalam Twoj profil, różne wyzwania, by nie kupować przez miesiac np.ubrań, kosmetyków i bardzo mi sie to spdobało. Czas kiedy byłam więcej w domu wykorzystalam na porzadki i rewolucje. Przegląd co mam w zapasie i używanie tego. Okazało się, że mam sporo za dużo rzeczy do ubrania, w piwnicy, w garażu. Nie wszystkie rzeczy były tylko moje, ale na początku byłam w tym sama. Trochę mnie to przytłaczało ale z czasem udało się zmotywować innych członków rodziny do pomocy. Wiele rzeczy udało się sprzedać na Olx, inne czekają w nadzieii na nowego właściciela. Odkryłam również akcje zbierania ubrań i to był duży przełom- worki answear Wear&Share Fundację Aeris Futuro i jej projekt Czas Na Las, którego celem jest sadzenie drzew na terenie całego kraju. Każdy kilogram ma znaczenie! Polecam każdemu. Szybko i sprawnie to działa!
    Mam jeszcze sporo do zrobienia, bo przez lata nagromadziłam wiele ozdób i ubrań. Jednak nie śpiesze się już, każdego tygodnia sprzątam jakąś przestrzeń, by poczuć też kontrolę nad tymi wszystkimi rzeczami i nie przytłaczać się.
    Dziękuję za Pani motywację do działania. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Agnieszko, dziękuję, że opisałaś swój proces minimalizowania, w którym jesteś… że tak świadomie do niego podchodzisz. Gratuluję Ci i bardzo kibicuję. Cieplutko pozdrawiam😊.

      Odpowiedz
  12. Joanna

    Witam.
    Już jakiś czas temu na Facebooku trawiłam na Twój bog i chętnie go obserwowałam. Potem zaczęłam sprzątać. Tak po trochu układać , wyrzucać i na koniec było dość przejrzyście. A potem , zaczęłam trochę pomagać na licytacjach …. i dziś znów tonę w rzeczach. Czasami coś dostanę. Dużo kupuję, aby coś wystawić, by pomóc. I sama teraz potrzebuję pomocy choć całkiem innej.
    Największy ból przy wyrzucaniu to strata pieniędzy. Znam to z poprzedniego doświadczenia.
    Teraz szukam motywacji i odpowiedniej rady. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Witaj! Po Twoim wpisie widzę, że masz sporo mądrości, rad dla samej siebie i przemyśleń… wykorzystaj to i działaj bo w przypadku nadmiaryzmu – frustracja może być motywująca (u mnie od tego się zaczęło). Kibicuję zmianom, których pragniesz. Dawaj znać. Cieplutko pozdrawiam😊.

      Odpowiedz
  13. Beata

    Długo zbierałam się do napisania tej historii. Ciągle coś, ale dziś postanowiłam to zmienić.
    W połowie 2019 roku, po ślubie, postanowiliśmy wynająć całe mieszkanie, które do tej pory dzieliliśmy z koleżanką. Mieszkaliśmy do tej pory w jednym pokoju, około 15 metrowym. Mieliśmy małą szafę z IKEA, dwie komody i szafkę ‘kubikową’ ale wszystkie nasze rzeczy miały swoje miejsce. Kuchnię dzieliliśmy na pół, koleżanka zajmowała dużo szafek. Po ślubie mieliśmy już dwa pokoje i całą kuchnie dla siebie. W mniejszym pokoju zrobiliśmy sypialnie, było tam ogromne łóżko i szafa w zabudowie. Szafa większa niż ta, którą mieliśmy do tej pory. Tak wiele miejsca było puste, już widziałam jak mam poukładane na półkach. Choć zawsze mieliśmy porządek, to nagle okazało się, że całe miejsce znowu jest zajęte naszymi rzeczami i nie ma już żadnej (!) wolnej półki. Ten stan rzeczy mi nie przeszkadzał, byliśmy przecież małżeństwem na dorobku. Po roku postanowiliśmy rozejrzeć się za czymś swoim. Pandemia pomogła nam się na chwilę zatrzymać i wtedy dostrzegłam, jak wiele rzeczy mamy, które nie są nam do końca potrzebne. Cierpieliśmy na chorobę, zwaną „nareszcie mnie stać, więc sobie kupię, a co!”. Przybywało po trochę tych rzeczy, a ja zaczęłam się zastanawiać, po co nam one.
    Po kilku miesiącach kupiliśmy mieszkanie, mąż ze swoim ojcem zrobili remont i zbliżał się ten cudowny moment przeprowadzki. Przez miesiąc zastanawiałam się jak zgrabnie i kompaktowo się spakować, żeby jak najszybciej przewieźć rzeczy. To był idealny moment, żeby te rzeczy przejrzeć. Każdą posiadana rzecz trzeba było wziąć do ręki i spakować, zastanowić się czy będzie nam potrzebna. Ubrań, tego miałam za dużo. Moja szafa była niedostosowana do obecnej pracy. Wcześniej pracownik biurowy, sukienki, spódnice, szpilki, a teraz pracownik na wpół fizyczny na teatrze. Miałam wiele ubrań, których nie miałam gdzie założyć, ale moja natura skąpiradła nie pozwalała mi się z nimi rozstać. Wszystko spakowałam i pochowałam do pudełek. W nowym mieszkaniu mieliśmy umeblowaną kuchnie i łazienkę. W sypialni mieliśmy tylko małą komodę na bieliznę i szafę. Nagle mamy tylko połowę mebli, a jak upchnąć to wszystko co posiadamy? Pudełka, na szafie stało wiele pudełek. Z czasem udało się zrobić szafę w korytarzu, kurtki, buty, to wszystko znalazło swoje miejsce. A na szafie pudełkach elegancie koszule i marynarki męża oraz moje sukienki i spódnice. Kolejna zmiana pracy, teraz na budowie, potrzeba dostosowania garderoby do warunków tam panujących, kolejna zakupy i upychanie ubrań w pudełkach. Część z nich już trochę zbyt ciasna na mnie, ołówkowe spódnice krępują ruchy, ale przecież są takie ładnie i tyle musiałam na nie pracować! Aż nagle świat się zatrzymał – jestem w ciąży! Koniec pracy na budowie, od grudnia siedzę w domu o dbam o siebie. Raczej wygodne ubrania mieszczące ciążowy brzuszek, znowu trochę trzeba dokupić bo przychodzi kolejna rola. Trzeba zmienić plan szafy pod zabudowę w sypialni, bo teraz zamiast dwóch osób, musi pomieścić rzeczy trzech. I wtedy dopadło mnie, jak na tych 40 metrach mamy zmieścić jeszcze jednego człowieka, który będzie potrzebował swoich mebli i gadżetów, gdzie my się ledwo mieścimy? Musimy się ogarnąć – to było hasło przewodnie.
    Zaczęło się niewinnie – sprzedaż jednej małej komody, krzesła do biurka (bo biurka od przeprowadzki już nie było, ale jakoś nie było jak sprzedać), dużej drukarki, szafy, którą mieliśmy do tej pory. Zauważyliśmy, że możemy niektóre rzeczy, których nie używamy sprzedać, odzyskać część pieniędzy i pomóc innym. To tak powoli we mnie kiełkowało. Przygotowując się do roli rodziców chcieliśmy to zrobić jak najbardziej rozsądnie. Usiedliśmy w grudniu i zaplanowaliśmy nasz budżet (kto by wtedy pomyślał, że aż tak pójdzie w górę nasz kredy?). Wózek kupiliśmy używany, był w świetnym stanie, a nowe były dość drogie. Znaleźliśmy model w sklepie i przez dwa miesiące polowałam na dobrą używkę na OLX. Najmniejsze ubranka dla dziecka pożyczyła mi koleżanka. Ona co prawda miała synka, ja się spodziewałam córeczki, ale czy zrobi jej różnicę, że będzie nosiła ciuszki w dinozaury? Koleżanka pożyczyła nam śpiworek, wanienkę do kąpieli, książki o rodzicielstwie i troch ubrań ciążowych, przecież mamy ten sam rozmiar. I wtedy to do mnie dotarło, nie wszystko musi być nowe, można się rzeczami dzielić, pożyczać, wymieniać. Po ciąży zderzyłam się z prawdą, nie schudnę już do tych eleganckich ubrań, choć do formy wróciłam szybko, po porodzie poszerzyły mi się biodra, nie wcisnę się już w rozmiar 34, gdy komfortowy stał się 38. Postanowiłam przejrzeć swoje rzeczy i wystawić je na Vinted. 3 godziny spędziłam na robieniu zdjęć, opisach i dodawaniu ogłoszeń. A jakie było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że ubrania sprzedam za grosze! Ale nie poddałam się. Sprzedałam już połowę rzeczy, pieniądze przeznaczyłam na używane rzeczy dla córki.
    Teraz nasze życie wygląda całkowicie inaczej. Sprzedaję ubrania, których nie noszę, książki, które przeczytaliśmy. Dołączyłam do wyzwania niekupowania przez rok. Staram się być minimalistką i osobą zero waste jednocześnie.
    Zwracamy ogromną uwagę na to jak segregujemy śmieci. U nas frakcja bio jest ważna, wynosimy ją tylko w pojemniku, bez dodatkowych worków. Papier, to czysty papier. Z każdego pudełka zrywamy folię, żeby zostawały tylko kartony. A jak nie wiemy co gdzie powinno trafić, to szukamy na stronie segregujna5.
    Zdarza mi się kupować nowe ubrania córce, chciałabym żeby czasami wyglądała ładnie i dziewczęco. W sumie to takie miłe uczucie kupować te małe ciuszki. Ale wciąż sporo ubrań mam pożyczonych lub po dzieciach rodzeństwa. Niektóre kupuję używane (np. kombinezony na zimę, jesień, jakieś bluzy, generalnie ubrania, które nie są zbyt osobiste). Gdy kupowałam używany adapter do pasów samochodowych pani, która go sprzedawała, dała mi ‘kilka’ ciuszków dla dziecka, bo sama nie miała co z tym zrobić. I co tam było? Wiele nowych ubrań, nawet z metką (po czasie wiem, że pewnie ktoś dał w prezencie i nie trafił z rozmiarem) kurteczka, kamizelka, sporo drobnych ubranek. Gdy ktoś przychodził w odwiedziny do naszej córeczki i pytał się czy czegoś potrzebujemy dla niej, mówiliśmy jakiego rodzaju i rozmiaru ubranek potrzebujemy. Dzięki temu teraz ma sporo nowych, często lepszej jakości ubranek. A to wszystko z czego wyrasta już ma zapewnione kolejne życie – siostra przyjaciółki spodziewa się córeczki, więc oddam/sprzedam te ubranka.
    Wysyłam sporo książek i ubrań, ale do zapakowania tych rzeczy nie używam nowych pudełek czy kopert. Sporo ubrań zostało wysłanych w lekko zniszczonych torebkach prezentowych. Ja ich już nie użyję, bo trochę przypał takie dać w prezencie, ale nie były uszkodzone, więc poleciały w tym przesyłki. Książki zabezpieczam kartonem, który robię z innych kartonów (obecnie mamy masę tego w domu, bo sporo rzeczy zamawiamy dla dziecka) i dodatkowo pakuję w papier, którymi przesyłki są wypełnione. Pod łóżkiem stoi karton, w którym mam wszystkie rzeczy do pakowania, na kilka przesyłek mi jeszcze starczy. Postawiłam sobie deadline, do które te rzeczy będą u mnie – jeżeli nie sprzedadzą się do końca roku, to zaniosę je do współdzielnika w wola parku.
    Zmieniło się też nasze podejście do posiadanych sprzętów – nie używaliśmy stolików kawowych, więc je sprzedałam. Kupiliśmy odkurzacz pionowy, więc klasyczny został wystawiony na sprzedaż. Kupiliśmy komplet 6 krzeseł, ale przy stole stoi tylko 4, pozostałe dwa stoją w konta, więc próbuję je sprzedać. Wiem, że nasza córka będzie rosła, będzie potrzebowała więcej przestrzeni, więc już teraz próbuję znaleźć miejsce na jej przyszłe rzeczy, żeby nasze mieszkanie wyglądało dość schludnie i nie było zagracone. W tym wszystkim ogromną zasługę ma mój mąż, stara się dotrzymywać mi kroku i teraz każda rzecz w naszym domu ma swoje miejsce. Sprzątanie stało się łatwiejsze, mamy mniej rzeczy na widoku i jakoś tak świeżej jest w naszym małym mieszkanku.
    Wyzwanie niekupowania ubrań przez rok wzbudza we mnie dodatkową kreatywność. Niewykorzystane woreczki do mrożenia pokarmu dla dziecka wykorzystuję teraz do mrożenia bulionu. Rzeczy, które kupiłam do porodu lub dla noworodka znalazły nowy dom, moja przyjaciółka niedługo zostanie mamą. Ostatnio zauważyłam, że potrzebuję drugiej koszuli nocnej, która będzie łatwa w rozpinaniu, żeby móc karmić córkę. Jeszcze rok temu po prostu bym ja kupiła a teraz pomyślałam nad tym, chyba z dwa tygodnie o tym myślałam (latem nie miałam tego problemu, bo nie potrzebowałam koszuli, a teraz jedna to za mało bo nie zawsze zdąży wyschnąć po praniu i potrzebuję na zmianę). I znalazłam rozwiązanie. Miałam sukienkę, w której chodziłam w ciąży. Sukienka miała dekolt dostosowany do ułatwienia karmienia piersią. Choć w mojej głowie to była SUKIENKA, a nie KOSZULA NOCNA. Miałam blokadę, tak po prostu coś mnie blokowało przed założeniem jej na noc. Tłumaczyłam sobie, że przecież nie ma sensu zostawiać jej na przyszłe wakacje (od razu w mojej głowie pojawiła się myśl, że jak będę jej używać często to się zniszczy, a to przecież sukienka, powinna być ładna) bo możliwe, że nie będę już wtedy potrzebować ubrań do karmienia piersią. I dopiero po tym, jak powiedziałam te wszystkie wątpliwości na głos podczas rozmowy z mężem upewniłam się, że to jednak dobry pomysł – sukienkę będę od teraz nosić w nocy, jako koszulę do spania. Tak nawiasem mówiąc, ten mój mąż to super facet, bardzo wspiera mnie w tym, co próbuje osiągnąć, zachęca i przekonuje, że nie robię głupot, nawet gdy opowiadam mu, że zdarza mi się przekładać śmieci do właściwych kontenerów w naszym śmietniku w bloku. I tak oto od kilku miesięcy staram się być bardziej minimalistyczna, kreatywna i zero waste. Przy dziecku sporo jest jednorazowych rzeczy, pieluchy, waciki (tu i tak już jesteśmy dziwni, bo używamy wacików i wody do podmywania dziecka przy zmianie pieluchy, żeby nie używać gotowych chusteczek z chemią do tego), podkłady do przewijania, ale staramy się choć trochę zminimalizować śmieci, które wytwarzamy. Jak tylko pamiętamy i jest taka możliwość zakładamy dziecku pieluchy wielorazowe. Teraz zamiast podkładów na przewijaku będziemy stosować pieluszki tetrowe, które i tak kupiłam, więc już je mamy. Łóżeczko, które mamy teraz jest tylko małą dostawką, ale szukamy większego używanego, a to chcemy sprzedać. Próbujemy, małymi krokami zmienić coś w sobie, żeby później te wartości przekazać córce. Że warto dbać o to co ma się w domu, bo porządek w domu często przeradza się w spokój w głowie. Że nie wszystko musi być nowe i markowe, że warto dać drugie życie ubraniom. Że ubrań nie trzeba mieć na 3 tygodnie bez prania, bo właściwie i tak co drugi dzień robimy pranie.
    Miejsca w mieszkaniu nie rozciągniemy, więc warto dbać o to, co zapraszamy do naszej przestrzeni i na co wydajemy nasze pieniądze, żeby nie czuć później wyrzutów sumienia. Sprzedaż ubrań na Vinted nauczyła mnie, że dwa razy zastanowię się nad zakupem nowej rzeczy, bo wiem ile wysiłku wymaga ewentualna sprzedaż później tej rzeczy na rynku wtórnym, który jest przesycony towarem. Teraz widzę jak wiele rzeczy w swoim życiu ostatnio zmieniłam, jak dużo jest drobnych gestów, którymi wyrażam swoja troskę o przyszłość swojego dziecka i o planetę.
    Dziękuję, że to wszystko przeczytałaś/łeś. Było mi bardzo miło podzielić się swoją drogą do bycia minimalistką 🙂

    Odpowiedz
    • Sylwia

      Beato! Bardzo Ci dziękuję za Twoją niezwykłą historię! Za Twoją szczerość i opisanie pracy, którą wkładasz w zmiany. Niesamowite jest też to, że w tej drodze minimalizmu, zero waste idziecie razem z Mężem i wspólnie żyjecie tymi wartościami. Jeszcze raz dziękuję! Dawaj znać jeśli tylko będziesz się dzielić swoimi przemyśleniami i doświadczeniami na portalach społecznościowych, blogu – z przyjemnością będę czytać i się od Ciebie uczyć. Cieplutko pozdrawiam😊.

      Odpowiedz
      • Beata

        Dziękuję za miłe słowa. Obecnie to Ty jesteś dla mnie motywatorką!

        Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Przeczytaj też…

0
0
Twój koszyk
Twój koszyk jest pustyPowrót do sklepu